
Pamiętnik |
|
| Witaj Kochanie. Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Obie wiemy, że miałam powody... I że nic nie jest już takie, jak było, ale o tym kiedy indziej. Dzis zamieszczam pierwsza częsć pamiętnika pisanego specjalnie dla Ciebie od dnia Twoich urodzin, tego, który miałas dostać w swoje osiemnaste urodziny. "Nasza Igiełka urodziła się 21 sierpnia 2001 roku w szpitalu przy ulicy Kamieńskiego we Wrocławiu. Przy jej narodzinach obecny był tatus, ktory dzielnie kontrolował sytuację, nie zemdlał, a nawet osobiscie przeciał pępowinę. Nie obyło się też bez łez, ale to już na osobnosci, jak na faceta przystało. Tuż po urodzeniu Iga była cała w modnym w tym sezonie kolorze sliwki, ponieważ poród miałysmy długi i ciężki, a ona poddusiła się bo była owinieta pępowina. W dniu narodzin nasza Igiełka (już w brzuszku zyskała ten przydomek) ważyła 3400 gram i mierzyła 54 centymetry. Pobyt w szpitalu nie jest miłym wspomnieniem - ja nie miałam pokarmu a Igusia głodowała przez półtorej doby - nikt nie chciał podać jej sztucznego pokarmu do momentu zrobienia pierwszej kupy (smółki) a po prawie dwóch dniach okazało się, że smółkę mała oddała już na sali porodowej, tylko jakis debil zapomniał to wpisać w kartę... Pierwsze dni w domu kojarza się tylko z radoscia i strachem na przemian - cudowne uczucie, że mała już jest z nami i strach, ze sobie nie poradzimy.... No i - niestety - mała depresyjka poporodowa i łzy lecace mi po twarzy z byle powodu - na przykład - bo mleko było za ciepłe... Tacie dziękujemy za swięta cierpliwosć. W pierwszych tygodniach mała była raczej grzeczna. Ale my i tak chodzilismy niewyspani bo wieczne sprawdzalismy, czy oddycha, czy u niej wszystko w porzadku. Albo po prostu się na nia gapilismy, bo była taka sliczna... Jedynymi kłopotami, które na poczatku mielismy były zaparcia i bóle brzuszka. Za to po trzech tygodniach zaczęła się prawdziwa jazda - kolki. Codziennie po 23.00 zaczynał się płacz tak rozpaczliwy, że miało się ochote wyć razem z nia. Patryk raz uciekł z płaczem po usłyszeniu Igusiowego koncertu.Na szczęscie pomógł Debridat. Teraz jest juz połowa grudnia 2001. Iga ma około 66 centymetrów. Potrafi się pięknie smiać i smieje się przy każdej okazji od chwili przebudzenia. Do wszystkich, ale najchętniej do mamy, taty i Babci Ani. No ale Babcia tak zabawnie udaje pieska! Poza tym nasze dziecko ciagle gdzies "idzie" - bez przerwy macha raczkami i nóżkami. Potrafi już chwycić gryzak i wsadzić go do buzi. Cały czas się slini i wkłada sobie do buzi raczki i co popadnie... Przy jedzeniu na przemian wkłada sobie i wyciaga z buzi butelkę - widać, że fascynuje ja ta kontrola, która zyskała nagle nad własnym jedzeniem To samo robi z łyżeczka podczas jedzenia jabłuszka - chwyta ja i wpycha sobie do buzi, centralnie się przy okazji brudzac."To be continued... Nic już nie dopiszę, bo znów się spłakałam. A myslałam, że jestem gotowa na ten pamiętnik. Kocham Cię Misiu Patysiu Mama |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 09.10.2010, 11:34 | komentarze [66] |
|
|
| Wisława Szymborska "Bagaż powrotny" Kwatera małych grobów na cmentarzu My, długo żyjacy, mijamy ja chyłkiem jak mijaja bogacze dzielnicę nędzarzy. Tu leża Zosia, Jacek i Dominik przedwczesnie odebrani Słońcu, Księżycowi, obrotom roku, chmurom. Niewiele uciułali w bagażu powrotnym Strzępki widoków w liczbie nie za bardzo mnogiej: Garstkę powietrza z przelatujacym motylem Łyżeczkę gorzkiej wiedzy o smaku lekarstwa. Drobne nieposłuszeństwa w tym któres smiertelne. Wesoła pogoń za piłka po szosie. Szczęscie slizgania się po kruchym lodzie. Ten tam i tamta obok, i ci z brzegu zanim zdażyli dorosnać do klamki Zepsuć zegarek, Rozbić pierwsza szybę. Małgorzatka, lat cztery z czego dwa na leżaco i patrzaco w sufit. Rafałek: do lat pięciu brakło mu miesiaca a Zuzi swiat zimowych z mgiełka oddechu na mrozie. Co dopiero powiedzieć o jednym dniu życia, o minucie, sekundzie: ciemnosć i błysk żarówki i znów ciemnosć? KOSMOS MAKROS CHRONOS PARADOKSOS Tylko kamienna greka ma na to wyrazy. |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 02.04.2010, 11:06 | komentarze [35] |
Czas |
|
| Kochany Króliczku. Czas płynie, raz szybciej, raz wolniej, raz gna innym razem się wlecze... Dla wszystkich innych. Dla mnie jakby stanał w miejscu. Wiesz, Mama Misi napisała w swoim blogu, że czuje się jak zawieszony komputer, który widzi tylko to, co było, a nie widzi przyszłosci, mimo tych kilku lat, które upłynęły jej bez córeczki (mam nadzieję, Kasiu, że nie pogniewasz się za cytat). Kiedy to przeczytałam, uswiadomiłam sobie, ze czuję się identycznie. I że nie jestem w tym odosobniona. Osieroceni rodzice. Nie ma nic gorszego, niż patrzeć, jak umiera własne dziecko, patrzeć na rozpacz męża, dziadków, codziennie rano budzić sie obok pustego posłanka i wiedzieć, że to się nie zmieni, że stało się cos nieodwracalnego. Że tak już bedzie zawsze. Życzliwi ludzie pisza tu czasem w komentarzach, że powinnismy mieć jeszcze jedno dziecko. Ale to nie tak. Pewnie pokochałabym innego szkraba tak mocno, jak tylko umiem, ale wiem na pewno, że ta czarna dziura w sercu, ta wielka pustka bez Ciebie by nie zniknęła... Wpis Kasi zdaje się to potwierdzać. Nie można jednej miłosci zastapić druga. Myslę o Tobie codziennie, szczególnie teraz, kiedy codziennie brnę przez snieg, który tak lubiłas, a którego napadało we Wrocławiu najwięcej od czasu kiedy tu mieszkam. Wyobrażam sobie idac przez ten snieg, jak codziennie wymuszałabys na mnie zabawy na swieżym powietrzu, a ja bym się pewnie czasem złosciła, że tak kochasz te klimaty, bo ja przy minus pięciu nieszczególnie lubię opuszczać domowe pielesze. Pewnie w Sobótce jest tego sniegu jeszcze więcej, pewnie niejednego bałwana ulepiłabys z tata. Pewnie sama czytałabys sobie już ksiażeczki, bo przecież byłabys już w drugiej klasie. Myslę, ze ładnie kaligrafowałabys literki, bo już wczesniej ładnie wychodziły Ci "listy zakupów" dla Tatusia. Ciagle mam je w szufladzie... Smutno mi, że nigdy się nie dowiem czy bardziej lubiłabys polski czy matematykę. A może jednak byłabys uzdolniona językowo? Tak więc, kochanie, czas biegnie dla wszystkich innych. A ja żyję siła rozpędu. Jak automat wstaję rano i idę do pracy. Lubię tę swoja pracę i cieszę się, że ona jest, bo w domu bym zwariowała. Tak więc usmiecham się do uczniów, żartuję z nimi, staram się ich zrozumieć. W pokoju nauczycielskim czasem gadam jak najęta i smieję się z dowcipów. Czasem koleżanki pytaja, jak mi się to udaje. Jak udaje mi się takie w miarę normalne funkcjonowanie. A ja nie wiem, jak mi się udaje takie zwyczajne życie, bo mimo tych przejawów normalnosci ta czarna dziura w sercu nie znika, i nadal przechodzac obok żłobka codziennie mam łzy w oczach. I tylko czasem znajomi mówia, że zastanowiła ich moja stopka, która mam na stałe doczepiona do maila - "tam, gdzie nie swieci słońce, nie pada cień". Może to o to chodzi? Odkad Cię nie ma, nie ma słońca w moim swiecie. Nie ma więc też cienia. Żyję w zawieszeniu między dwoma swiatami, w strefie szarosci. A może po prostu udaje mi się funkcjonować, bo jestes stale obecna w moim życiu? Ilekroć mi smutno zawsze jakas sroka przelatuje mi przed nosem albo woła mnie z pobliskiego dachu. Garfield odzywa się ostatnio bez przerwy, choć bardzo długo milczał. I dzięki temu wiem, ze gdzies tam jestes. Tylko na cmentarz mnie nie ciagnie... Bo tam jest smierć. A ja chcę pamiętać Cię żywa i nic na to nie poradzę. Kocham Cię jak zawsze bardziej niż wczoraj. Mama PS. Dla wszystkich sympatyków Igiełki dołaczam linka do youtube. Zamiesciłam w sieci jedna z niewielu pamiatek, które zostały mi po Igusi. Ten krótki filmik został nakręcony w krótkim okresie remisji po pierwszym rzucie choroby, własnie zaczęły odrastać jej włoski i wrócila chęć życia... http://www.youtube.com/watch?v=XKlNXZZ VFR8 PS2. Piszecie, że link nie działa. W takim razie wystarczy wklepać w wyszukiwarce youtube "iga, cukiernica". Mam jeszcze jeden materiał. Ale muszę w końcu uzyskać zgodę taty, który gra tam jedna z głównych ról. Wtedy zamieszczę |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 01.02.2010, 09:30 | komentarze [30] |
Kocham Cię Tatusiowy Niziołku |
|
Witaj Kochanie.Tak strasznie, strasznie dawno nie pisałam. Ale Ty wiesz. Tak trudno i ciężko pisać z sensem, kiedy Twoja nieobecnosć coraz bardziej boli. Niestety, zawsze to piszę, ból się nie zmniejsza. Nie sadziłam, że po dwóch i pół roku wcale nie będzie lepiej... A może myslałam, że nawet jesli bedzie tak samo, to nie bedzie gorzej. Bardzo lubię zespół Coma. I zawsze kiedy słucham ich pierwszej płyty, przypomina mi się, jak tańczyłas do ich muzyki, bo nigdy nie przeszkadzał Ci nasz z Tata gust muzyczny. I zawsze mam ten mój usmiech przez łzy, kiedy sobie przypomnę, że jak akurat leciał utwór zatytułowany "Nie wierzę skur....synom" to Ty strasznie się cieszyłas i wołałas "Mama, skur...synów lubię!!!". Oczywiscie chodziło Ci o tytuł piosenki, bo nie miałas zielonego pojęcia, co to słowo oznacza Nie pisałam tak długo przez remont naszego domku. Pewnie bardzo by Ci się teraz podobał. W łazience tak troche dla Ciebie zamontowalismy głęboki brodzik - żebys miała się gdzie wypluskać, bo jestesmy pewni, że tu jeszcze czasem przychodzisz. Szkoda, że nie miałas chwilki przyjsć i kopnać w d... naszych genialnych robotników, którzy mistrzowsko pokazali odwrotnosć ekipy idealnej I własnie podczas tego remontu pomyslałam, że może czas oddać jakims biednym albo chorym dzieciom częsć Twoich ksiażeczek, zabawek... I już miałam to zrobić. A tu, nic o tym nie wiedzac, dzwoni nasza (Twoja i moja) ukochana, a nawet najukochańsza Izunia i mówi, że miała sen. Sniło jej się, że była u nas i siedzielismy, jak zawsze, przy stole. Pokój był trochę inny, ale, jak to we snach, to był nasz pokój goscinny. I nagle weszłas Ty. My z Tata Cię nie widzielismy, ale widziała Cię Iza. Nie zwracajac na nas uwagi zaczęłas uważnie przygladac się półkom z ksiażkami i czegos na nich szukać... I jak ja mam teraz cokolwiek wyrzucić?? Pewnie oddam częsć zabawek, których nie lubiłas, albo te, którymi nie zdażyłas się pobawić... Ale sa rzeczy, których nigdy nikomu nie oddam. I tak na naszych 45 metrach kwadratowych nadal dzielimy przestrzeń z Toba. I to się pewnie już nigdy nie zmieni... Dzień przed Twoimi urodzinkami na cmentarzu stanał Twój pomnik. Jestes na nim przesliczna. Taka, jak sobie wymarzylismy. Masz na nim ogrodniczki i sliczna fryzurkę ze zdjęcia nad morzem. Zamiast anielskiego skrzydła masz skrzydło motyla. Kochałas motylki i zostałas jednym z nich, przeslicznym Elfem (z tymi elfami i innymi bohaterami "Władcy Pierscieni " zawsze miałas jakis zwiazek - pamiętasz, jak się urodziłas, Tata nazywał Cię Niziołkiem, bo byłas taka mała, nieporadna i smieszna). Umiescilismy też na kamieniu kopię Twojego rysunku - Mama, Tata i Iga trzymajacy baloniki w kształcie serca. Serdeczne podziękowania dla pana Tomasza Rodzińskiego, który cierpliwie słuchał naszych uwag i chyba też Cię trochę pokochał przez te żmudne dwa lata procesu twórczego. Panie Tomku, dziękujemy bardzo bardzo ze się Panu chciało chcieć. Jak tylko zrobię zdjęcia, poproszę Anoolkę o zamieszczenie ich w galerii. Kocham Cię bardziej niż wczoraj i mniej niż jutro. I wiem, że odpowiedziałabys - "a ja Ciebie bardziej". Mama |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 13.09.2009, 12:42 | komentarze [52] |
Jaka bys była, gdybys była... |
|
| Moje kochane Słoneczko. Tak rzadko teraz piszę do Ciebie te moje listy... Wcale nie przez brak czasu - na pewne rzeczy czas musi zawsze się znalezć. Moim problemem jest smutek i tęsknota, brak celu i sensu, bo bez Ciebie wszystko jest bez sensu. Co rano trzeba wstać i isć normalnie żyć. Upłynęły już ponad dwa lata, a ja ciagle nie potrafię oswoić się z mysla, ze już Cię nie zobaczę, już z Toba nie porozmawiam, juz razem nie bedziemy zasmiewać się do łez z jakiejs bzdury. Że nie zobaczę jak dorastasz. Że już niczego dla mnie nie narysujesz, nie nazbierasz niezapominajek "żebym Cię nie zapomniała". Ci±gle nie potrafię znalezć w sobie akceptacji dla decyzji Szefa - dlaczego własnie Ty, dlaczego Twoje odchodzenie musiało być okupione takim cierpieniem. Inne matki wyrzucaja swoje dzieci przez okno albo zostawiaja na smietniku na pewna smierc. Albo produkuja dziecko, żeby zatrzymac przy sobie faceta. A Ty byłas nasza iskierka, chciana, wyczekana, wypieszczona... Myslę, ze dzis lubiłabys rysować. Ładnie Ci to wychodziło. Kiedys lubiłas też kolorowanki - bardzo się starałas nie wykraczać poza wyznaczone linie. Pewnie zapisałabym Cię do domu kultury na jakies zajęcia z rysunku. A może wolałabys z tańca?? Pewnie raz w tygodniu chodziłybysmy do aquaparku, bo uwielbiałas się pluskać i kochałas swojego nadmuchiwanego żółwika. Z cała pewnoscia miałabys już obsługę komputera w jednym paluszku. Zawsze mi przypominałas, że komputerek jest twój, bo tatus kupił go dla Ciebie... Cóz, to była prawda. Tylko dzięki temu trochę nauczyłam się go obsługiwać - razem z Toba. Tylko Ty zawze byłas w tym lepsza... Nie zapomnę, że jak się urodzias, tata postanowił, że będziemy Ci co miesiac odkładać jakas mała sumkę na konto, jak to okreslił - "na wypadek, gdybys chciała zostać malarka albo poetka i przymierać głodem". Cóż, nigdy się nie dowiemy, kim bys została, gdybys żyła... Wiem na pewno, że byłabys rozsadna dziewczynka. Jesli cos miało sens i jesli poswięcilismy czas, żeby Ci to wytłumaczyć, zawsze uznawałas nasze racje. Pamiętasz, miałas w żłobku taka ukochana przyjaciółkę, Asię. Pewnego razu kiedy Cię odebrałam i zapytałam jak tam Asia odpowiedziałas - "już nie kocham Asi!!". Zapytana dlaczego odparłas - "bo ja zbiłam!!". Cała drogę na plac zabaw tłumaczyłam Ci, ze skoro Ty zbiłas Asię, to ona ma prawo już Cię nie lubić, a nie odwrotnie. Przekonywałam Cię, że nalezy Asię przeprosić. A Ty na to, że nigdy w życiu, mowy nie ma. Przemyslenie moich argumentów zajęło Ci jakies trzy dni. Czwartego dnia wyszłas ze żłobka usmiechnieta i od progu mi zakomunikowałas - "mamo, znów kocham Asię!!. Jak zapytałam dlaczego, odpowiedziałas - "Bo ja przeprosiłam!" Taka własnie byłas. Trzeba Ci było wszystko tłumaczyć, negocjować z Toba, ale potrafiłas uznać nasze racje. Myslę, że dalibysmy radę wychować Cię na madra i rozsadna kobietę. I nie potrafię pogodzić się z tym, ze ktos zabrał nam tę szansę. Kocham Cię jak zawsze bardziej niż poprzednio. Mama |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 16.05.2009, 12:04 | komentarze [50] |
Zima |
|
| Witaj Króliczku. I znów zima za oknem, spadło tyle sniegu. A jak widzę snieg, nie potrafię o Tobie nie mysleć. Kochałas snieg, jak jezdziłysmy do babci Ani, to tam zawsze trochę spadło, specjalnie dla Ciebie. Uwielbiałas się w nim tarzać, kłasć, lepić bałwany... Jak we Wrocławiu go brakowało, to jezdzilismy do Sobótki. To własnie tam ulepiłas swojego ostatniego bałwanka. Tylko jeszcze nie wiedzielismy, że jest ostatni. Na sankach bałas się jezdzić, tata zawsze musiał Ci towarzyszyć, a i tak miałas stracha. Pamiętam taka zimę, chyba trzy lata temu, nawet we Wrocławiu spadł snieg, chwycił tez spory mróz. Ubierałam Cię jak małego misia w ciepły kombinezon i wielka czapę i zabierałam na wyspę. A tam, cała happy, zjeżdżałas ze slizgawki na pupie, i nie chciałas przestać... Smiałas się tak głosno i byłas taka szczęsliwa, do dzis mam w uszach ten Twój smiech... To było zaraz po pierwszym przeszczepie, własnie odrosły Ci włoski i byłas przesliczna... A ja miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Już tu o tym pisałam, miałas nawet własny poglad na temat celowosci istnienia zimy. Powtarzałas, że "zima jest po to, żeby nie można było jesć lodów". Trudno Ci się dziwić, na zimę zamykaja zawsze Twoja ukochana lodziarnię blisko domku. Teraz tez jest zamknięta, nic się nie zmieniło. A jednak zmieniło się... już nie muszę z Toba codziennie obok niej przechodzić, żeby sprawdzić, czy na pewno jest zamknięta. Niestety, kiedy widzę snieg, smutnieję... Pamiętasz, jak miałas zapasć niedługo zanim odeszłas, to napadało go mnóstwo. Taki ostatni prezent od Szefa?? Jak wypuscili nas ze szpitala, posliznęłas się i prawie fiknełas koziołka obok samochodu... Nie było mnie przy tym, tata mi opowiedział. Podobno nawet wtedy Cię to rozbawiło, mimo że byłas bardzo słaba. Niestety kochanie, nie lubię juz zimy. To w pewna zimowa noc przestałas oddychac, przestałas życ, a częsć mnie razem z Toba... A może cała ja. I mimo tego, że upłynęły już prawie dwa lata, nadal nie mogę się przyzwyczaić, że Ciebie nie ma, nasz mały komiku (zawsze nas rozsmieszałas, a kiedy tata powiedział ci, ze jestes jego komikiem, odpowiedziałas - "chyba tato CHOMIKIEM" ) Nie lubię już zimy ani swiat, ani Sylwestra... Nie potrafię zapomnieć, że swojego ostatniego Sylwestra spędziłas u mnie na kolanach, przytulona, bardzo słaba, ale jak zwykle pogodna. Nie chciałas isć spać nawet po pierwszej, więc na Ciebie nakrzyczałam. Nie umiem sobie tego wybaczyć. Ale skad miałam wiedzieć, ze zostało Ci równo 40 dni życia? Tata mówi, że żyję w krainie duchów a nie rzeczywistym swiecie. Może to i prawda. Jeżeli w tej krainie bliżej mi do Ciebie, to niech tak zostanie. Kocham Cię i myslę o Tobie. Mało piszę, bo z czasem wszystko boli bardziej zamiast mniej. Mama PS. http://www.wojciech-lesniak.yoyo.pl/ Kto chce i może, niech pomoże. To rodzina kogos, kogo znamy. |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 07.01.2009, 21:55 | komentarze [48] |
Jesienne liscie |
|
| Witaj Kochanie. I znów jesień. Nie taka ładna jak Twoja ostatnia, choć równie kolorowa. Twoja ostatnia jesień była ciepla i przyjazna, taki ostatni prezent od Szefa. Co i rusz jezdzilismy na energoterapię, dzięki tej pogodzie moglismy Cię zabierać na spacery, na wypady do lasu i w góry. Co miesiac jezdzilismy na energoterapię na cały weekend do Zbaszynia. Tam często zatrzymywalismy się u pewnych przemiłych państwa w gospodarstwie agroturystycznym - mielismy do dyspozycji pokój z kominkiem i tarasem, dom był pod lasem, miałas tam hustawkę i piaskownicę i byłas przeszczęsliwa. Pani gospodyni zabierała Cię żeby razem nakarmić krówki i kózki, a Jagoda, jedna z córek tych państwa, bardzo Ci przypadła do gustu. Jagoda miała siostrę blizniaczkę, Kalinę, nam trudno było je rozróżnić, ale Ty zawsze wiedzialas, która to Jagoda i tylko do niej lgnęłas. Bardzo lubiłas też Sobótkę i Polanicę. Do Sobótki robilismy wypady nawet w ciagu tygodnia - latem spacerowalismy droga, czasem z przystankiem przy barze, gdzie można sobie samemu było upiec kiełbaskę, strasznie lubiłas ogniska i podpiekanie tej kiełbasy wspólnie z tata. A zima zaliczalismy krótki spacer po lesie, potem schronisko z goraca herbata i Twoimi ulubionymi panierowanymi jajkami, a na koniec - jesli był snieg - zawsze lepiłas z tata bałwana. A ja stałam i z radascia się przygladałam, bo prawie zawsze zapominam rękawiczek. A w Polanicy cały park zdrojowy nalezał do Ciebie - zbierałas tam kamyki i patyczki, goniłas za ptakami, albo za piłeczka, zawsze miałas przy sobie jedna lub dwie kauczukowe piłeczki, czasem cała i ch reklamówkę, nie wiem skad Ci się wzięła ta miłosc, ale kochałas je strasznie i wszędzie musielismy Ci je kupowac. To zadziwiajace, jak pięknie potrafiłas sama zorganizowac sobie czas w plenerze - albo wrzucałas kamyczki do strumyka, albo godzinami siedziałas w piaskownicy, albo zbierałas jakies skarby - muszelki, patyczki, kamyczki i przynosilas je do mnie na przechowanie, albo do zmroku goniłas po Wyspie i wszystkie slizgawki były Twoje. Tak często zastanawiam się, jakbys dzisiaj wygladała, co lubiłabys robić, jakie dzis miałabys ulubione miejsca i rozrywki, czy nadal lubiłabys morze. Tęsknota nie mija. Nie ma Cię z nami już z nami ponad pótorej roku, a ciagle szukam Cię rano wzrokiem na poduszce obok. Często ogladajac telewizor noca instynktownie go sciszam, żeby nie obudzić Ciebie... Łapię się na tym i rycze, bo Ciebie nie da się już obudzić, chocbym nie wiem jak chciała. Czasem łapię się na tym, że chciałabym do Ciebie chociaż wysłac smsa, albo zadzwonić i powiedzieć Ci, że widziałam, albo doswiadczyłam czegos fajnego, co i Tobie by się spodobało... I nie da rady. Wysyłamy więc z Tata w niebo te baloniki, które tak lubiłas, zawsze rózowe albo niebieskie, z wizerunkiem Puchatka i z listami do Ciebie. Nie umiałas czytać, więc rysujemy Ci te listy - serduszka, nasza trójkę, słoneczka. Mam nadzieje, że te przesyłki Cię ciesza... Strasznie tęsknię. Nie wiedzialam, że tesknota może boleć aż tak. Kocham Cię Mama |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 26.10.2008, 10:35 | komentarze [32] |
Siódme urodzinki |
|
| Witaj Króliczku. Zbliżaja się Twoje siódme urodzinki. Znów księgarnie i sklepy maja na wystawach ksiażki, kredki, piórniki, tornistry. Nawet nie wiesz, jakie to trudne znów przechodzić obok takich wystaw, znów zastanawiać się, co bys wybrała, co by Ci się spodobało... Jak trudno nie zastanawiać się, jaki prezent chciałabys na siódme urodzinki. Nie ma już Ciebie półtorej roku, a ja ciagle budzę się i szukam Cię wzrokiem obok siebie. Nadal nie umiem przestapić progu kliniki, w której bylas leczona. Nie zapomnę, jak kiedys, kiedy jechalismy na jakas kontrolę, a Ty już byłas bardzo słaba, spojrzałas na cmentarz naprzeciwko szpitala i zapytałas - "mamusiu, a jak oni nie potrafia już pomóc jakiemus ludkowi, to go tu zakopuja, a potem przynosza mu kwiaty, prawda?". Nawet nie potrafiłam Ci składnie odpowiedzieć, bo głos uwiazł mi w gardle. To wszystko sa bardzo bolesne wspomnienia, a ja nie potrafię jeszcze wyrzucic ich z głowy, nie potrafię pogodzić się z tym, że już Cię nie zobaczę, nie przytulę. Projekt pomnika dla Ciebie powoli nabiera ksztatu. Aniolek na tym pomniku będzie miał na sobie ogrodniczki...Może jak już stanie na cmentarzu, to będę tam częstszym gosciem, będę czuła, że idę do Ciebie...Nadal nie czuję Twojej tam obecnosci. Za to czuję Cię w domu, wsród Twoich zabawek i filmów, których nadal nie mogę i nie chcę posprzatać, wyniesć, rozdać. Ostatnio uswiadomiłam sobie, że Ty nie byłas wyjatkowa, bo odeszłas. Ty byłas wyjatkowa bo po prostu taka bylas. Trochę inna niż rówiesnicy, taki trochę mały samotnik, nie potrzebujacy do szczęscia obecnosci innych dzieci, ale też nie majacy nic przeciwko, jesli ktos chciał się z Toba pobawić. Zawsze miałas swoje zdanie, byłas swietnym kompanem do rozmów, jak juz nauczyłas się mówić... Nie zapomnę jak kiedys na spacerze zobaczyłas, że łukowaty mostek na rzeczce odbija się w wodzie, tworzac nieregularny okrag. W ten okrag wpisane były liny podtrzymujace kładkę. "Patrz mama, jakie zębiska" skomentowałas. Razem z odbiciem w wodzie całosć rzeczywiscie wygladała jak paszcza z zębiskami...Tylko ja bym na to nigdy nie wpadła... Kochamy Cię niezmiennie Króliczku, gdziekolwiek jestes. Niestety z Szefem nadal nie mogę się dogadać, ani w Twojej sprawie, ani w żadnej z moich. Ale o tym innym razem. Całuję. Mama |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 13.08.2008, 12:30 | komentarze [27] |
Dzień Dziecka |
|
| Witaj kochane Słoneczko. Dzis kolejny dzień dziecka bez Ciebie. I znów siedzę i myslę, co bysmy Ci kupili, gdzie bysmy Cię zabrali. Może chciałabys pojechać do Polanicy, albo do Sobótki, a może na karuzelę? Pewnie rano obudziłabys nas swoim szczebiotem, wmontowała się między rodziców... zawsze jak chciałas połozyć się między nami pytałas - "mogę się wmontować?" Może tata kupiłby Ci kwiatuszka, bo tak lubiłas je dostawać. Pamietasz, kiedys ogladałas z babcia telewizor i był program o pani, która najpierw straciła synka, a potem odszedł od niej maż i została zupełnie sama. Ogladałas ten program, ogladałas, a na końcu, szczerze przejęta i zasmucona zapytałas - "babciu, to kto teraz będzie kupował jej kwiaty??" Cała Ty... Coraz trudniej bez Ciebie, to się nie zmienia. Tak bardzo chciałabym Cię znów zabrać nad morze, w góry, albo chociaż do babci Ani... Tak bardzo chciałabym zobaczyć, jakie rysunki malowałabys dzis, jakie lubiłabys kolory, jakie lody, sukienki, fryzury. Kto byłby teraz Twoim ulubionym bohaterem i czy dalej ogladałabys Spidermana. Nadal nie mogę dogadac się z Szefem w sprawie mojego życia i Twojej smierci. I w jeszcze kilku innych sprawach. Ostatnio wspominałysmy Cię z babcia. Przypomniała nam sie taka jedna sytuacja w górach. Pojechalismy kiedys w trójkę z tata do Szklarskiej Poręby na długi weekend majowy. Pogoda była cudna, słonko, a na szczytach gór jeszcze widoczny snieg. Wybralismy sie z Toba w taka rekreacyjna trasę dookoła Szklarskiej, pagórkami, Ty oczywiscie u taty na barana. W trasie natrafilismy na zrobiona przez kogos piękna hustawkę (Ty wtedy miałas niecałe 3 lata i na hustawkę mówiłas "siupawka"). Hustawka była zawieszona na wysokim drzewie - deska i dwa baaaardzo długie sznury. Zakochałas sie w niej od pierwszego wejrzenia. Problem polegał na tym, że hustawka była zajęta - hustała się na niej jakas pani. Ale widzac jak bardzo jestes niecierpliwa, pani zeszla i dała Ci sie pobujać. Usiadła na kocu nieopodal. A Ty byłas kochana, bo jak juz sie nacieszyłas i wybujałas, to podeszłas do pani i zawołałas - "pjose pani, siupawka jest wolna!!" Masz na tej "siupawce" zdjęcie, może Anoolka wklei do galerii, jak ja poproszę. To jedno z moich ukochanych zdjęć. A pamietasz jak z babcia Ania ogladałas "Supernianię"? Akurat bohaterem programu był bardzo, ale to bardzo niegrzeczny chłopiec, który nikogo nie słuchał, w zwiazku z czym cały czas trafiał za karę na pluszowego jeża. Po jakims czasie superniania go złamała i doprowadziła do sytuacji, w której chłopczyk podszedl do rodziców i przeprosił oraz obiecał, że już będzie grzeczny. Jeden rzut oka wystarczył, żebys go, jako stara łobuziara, oceniła, spojrzałas i podumowałas - "kłamie!! Tak bardzo mi czasem brak Twojego trzezwego osadu zycia i żelaznej logiki. Tak bardzo brak mi Ciebie. Twojego ciepła, tego, jak mnie pocieszałas w złych chwilach - podchodziłas do mnie i grałas na nosie, mimo, ze sama ledwo chodziłas. Z czasem uswiadamiam sobie, jak wielkim cierpieniem musiały być ostatnie miesiace Twojego zycia... A Ty byłas tak wielka, ze prawie wcale tego nie odczulismy. Bo byłas cierpliwa i dzielna.... Kocham Cię kochanie moje, mam nadzieję, że pewnego dnia Szef pozwoli mi Cię znów zobaczyc, przytulić, mimo, ze tak bardzo się na niego pogniewałam. Kochamy Cię oboje. Mama i Tata |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 01.06.2008, 12:45 | komentarze [28] |
Sen |
|
| Witaj Kochanie. Piszę, bo sniłas mi się dzisiaj... Byłas taka słodka, miałas króciótkie włoski, jak wtedy, kiedy odrosły Ci po przeszczepie. Niosłam Cie na rękach przez miasto, tak jak zawsze. Ale nie bylo to żadne znajome mi miasto. Ty trzymałas mnie za szyję, tak jak zawsze, kiedy Cię nioslam na rękach. Byłas taka szczuplutka jak w dobrych czasach. Szłysmy sobie przez to miasto i rozmawiałysmy. Byłysmy usmiechnięte i szczęsliwe. I obie swiadome tego, że Ciebie juz nie ma. Smiejac się, powiedziałas mi, że teraz jest Ci dobrze. Powiedziałas mi też - "Przepraszam cię, mamo, że nie miałam juz siły dalej walczyć". I dodałas - "ale pamietaj, ze było mi z toba NAPANIALE". Dobrze wiedziałam, że chodzi ci o słowo "wspaniale", ale zaczęłam się z toba przekomarzać i pytać co to według Ciebie oznacza "napaniale", a ty zaczęłas sie smiac i powiedziałas - "widzisz, jestem taka mała, ze nawet nie wiem co to znaczy!!" Tak cudownie było Cię trzymac w ramionach, tak zle było się obudzić... To "napaniale" chyba wzięło się stad, że czasem mi się przypomina, jak smiesznie przekręcałas słowa. Nigdy nic u Ciebie nie było "fantastyczne", ale zawsze "fastantyczne". A fasolka nigdy nie była po bretońsku - Twoja zawsze była po BRETENTOŃSKU. To było super słodkie. Oboje z Tata się spłakalismy, jak opowiedziałam mu ten sen. Doszlismy do smutnego wniosku, że tak naprawde to Ty walczyłas tylko dla nas... Wiesz, dziwnie to u mnie jest z tymi snami. Kilka osób wie. Tatę to czasem przeraża, ze zdarza mi się wiedziec cos, o czym mi nie powiedział. Dziwaczny jest ten swiat moich snów, na ogół snia mi się rzeczy srednio przyjemne. Albo po przebudzeniu zastanawiam sie, czy któras z moich prababek nie była jakas wiedzma. Rzadko zdarza się tak piękny sen jak ten dzis. Dziękuję Ci kochanie. Dobrze jest wiedziec, że było Ci z nami "napaniale". I że nawet stamtad, gdzie jestes, potrafisz przesłać tak żartobliwa i słodka wiadomosć. Nie mam siły kontynuowac, klawiatura juz prawie mokra, zaraz spowoduję spięcie. Kochamy Cię niezmiennie. Mama i Tata PS. Zapomniałam napisać, że ostatnio sniłas się babci. Powiedziałas jej, że smierc nie boli. Boli tylko choroba. To naprawde zadziwiajace, jak próbujesz dbać z daleka o to, bysmy się całkiem tu bez Ciebie nie zapłakali... |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 04.04.2008, 11:53 | komentarze [29] |
sorry... |
|
| Witajcie. Dzis piszę z powodu zaginionych komentarzy... To nie żadne internetowe trolle, taka jedna nieżyczliwa osoba, ani inne paskudztwo. Po prostu nasza kochna Anoola, adminka strony, chciała wszystko, co napisali¶my, przeniesć gdzies, żeby to się nie zgubiło. I podczas tego przenoszenia zgubiły się komentarze z tego roku... Ania boi się, że ja zlinczujemy wirtualnie, ale chyba nie będzie tak zle, prawda? Wszyscy kochamy Anoolę, mniej lub bardziej. Ja bardzo!! I nigdy nie przestanę jej dziękować, że ta stronka istnieje, i że jest taka piękna. Więc wybaczcie, i jesli możecie, skomentujcie ponownie, będzie nam naprawdę miło, jesli przy Waszej pomocy uda się odbudowac te komentarze. One sa dla nas bardzo ważne. Pozdrowienia. Mama i Tata |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 02.03.2008, 17:08 | komentarze [23] |
list od Cioci |
|
| Witaj Kochanie. Wiesz, ciocia Iwonka przysłała mi wspomnienie o Tobie, podobno list pierwszy, a jesli nazwała go pierwszym, to mam nadzieję na następne. To list do Ciebie, zaraz go wkleję. Tylko w zwiazku z ciocia przypomniała mi sie fajna anegdotka, więc ja przytoczę. Dawno, dawno temu, jak jeszcze mieszkałysmy w Bielsku, którego obie nie znosiłysmy (bo nie było widoku na morze z okien) ciocia Iwonka została z Toba na wieczór, a my z tata poszlismy do kina, na Matrixa, pamietam jak dzis. Wrócilismy pózno, bo jeszcze była romantyczna kolacja we dwoje. Bylismy pewni, że dawno spisz... A Ty przywitałas nas w drzwiach z łobuzerskim usmiechem, cała happy, że nas widzisz. Pytam cioci czemu nie jestes w łózku, a ona mi na to - "położyłam ja spać, kręciła się, kręciła w tym łózku, a po pół godzinie wstała ze słowami "Ijonka, to nie ma senu" i poszła się bawić"... Niewtajemniczonym tłumaczę, że Igusia miała wtedy półtorej roku, ledwo co nauczyła się mówić, ale juz zdażyła podłapać w jakich okolicznosciach nalezy powiedzieć, że cos nie ma SENSU. Bo o to własnie chodziło. Podłapała ode mnie, często jej powtarzałam, że to czy tamto nie ma sensu Ciocia Iwonka była przyszywana ciocia, ale zawsze potrafiła się Toba zajać, nawet na oddziale przeszczepów podczas najostrzejszego reżimu. A Ty swietnie się z nia czułas... Oto list do Ciebie od Cioci: Igusiu, Igulinko..... moja mała kochana dziewczyneczko.... twoja mama juz dawno temu poprosiła mnie abym napisała to wszystko co mnie z toba łaczy, moje wspomnienia o tobie a ja.... próbowałam, naprawde, w głowie układałam listy do Ciebie, słowa różne same układały się w zdania ale potem kiedy siadałam przed komputerem, nagle wszystkie gdzies się chowały po katach i nic, tylko pustka. I az do dzisiaj, dzisiaj jest inaczej kochanie, po prostu usiadlam i zaczęłam pisać list do Ciebie, dla Ciebie kwiatuszku. Chcę ci opowiedzieć pewna historię zwiazana z toba o której zapewne nie wiesz... jest to historia o tobie, twojej mamie i o mnie. Wszystko zaczęło sie na długo przed twoimi urodzinami. Ja i twoja mama przyjaznimy sie od tak dawna, że sama juz dobrze nie pamiętam kiedy to sie zaczęło, mozna powiedzieć że jestesmy takimi "siostrami" z wyboru. Ale zdarzył się czas kiedy pokłóciłysmy sie okropnie, oczywiscie poszło o jakas pierdołkę, jak to czasem bywa pomiędzy "dorosłymi". Nie utrzymywałysmy żadnego kontaktu, oczywiscie jedna za druga bardzo tęskniła, ale żadna się do tego nie chciała pierwsza przyznać, no i tak trwało to przez jakis czas aż..... no wlasnie, do czasu aż dowiedziałam sie że własnie przyszłas na swiat.I wtedy juz nie mogłam milczeć, wszystko stało się nieważne w tym momencie. Wysłałam sms-a do twojej mamy a ona odpisała i potem juz lawina sms-ów i telefonów, wszystkiego sie chciałam dowiedzieć o tobie, tak naprawdę nasza przyjazn wtedy najbardziej rozkwitła, dzięki tobie, scementowałas nas i tak juz zostało do dzisiaj i to się juz nie zmieni. A potem byl ten nasz perwszy raz, kiedy pojechałam do Wrocławia i zobaczyłam cie taka malunia, leżaca na poduszce, na łóżku w dużym pokoju... byłas taka maleńka istotka że miesciłas sie cała na tej podusi. Pierwsze co zobaczyłam, to twoje długasne czarne włoski.... pokochałam cię od razu. Pamiętam, że mogłysmy tak siedzieć całymi godzinami i obserwować cię. Wydawałas się taka krucha jakbys z porcelany była zrobiona, bałam się cię dotknać. Takie małe cudo... Tęsknię bardzo....i kocham cię niezmiennie.... twoja ciocia iwonka Iwonka, dziękujemy. Jestes prezentem od Igusi, to prawda. Ty i jeszcze kilka osób, wartosciowych ludzi, których poznalismy podczas choroby Igiełki... Aniu, Anoola,Krysiu, Maciejko, Was też pozdrawiamy. Podarowała nam Was, żebysmy nie zostali bez niej całkiem sami. Mama i Tata |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 14.02.2008, 12:41 | komentarze [0] |
najbardziej na swiecie |
|
| Witaj Kochanie. To już prawie rok... Tak szybko upłynał, a jednoczesnie tak się dłużył bez Ciebie... Nadal nie potrafimy się pogodzić z Twoim odejsciem... Dzis Tylko dobre wspomnienia, nie chcę wracać do tych najsmutniejszych, jeszcze nie teraz... Pamiętasz, zawsze jak wypuszczali Cię na krótki spacer ze szpitala, to chodziłas po przyszpitalnym parku i szukałas swojej sroczki... Bo kiedys z babcia widziałyscie tam piękna srokę, trochę za nia goniłas, i od tego czasu to juz była "Twoja" sroka. Za każdym razem, jak szłas na spacer, rozgladałas się za nia... I to jest dziwne, bo ilekroć jest mi zle i smutno, ilekroc tak za Toba tęsknię, że aż boli, zawsze jakas sroka przelatuje mi przed nosem, albo widzę ja na drzewie... Tak jak dzis rano... Jak bylismy z tata w Rabce na swięta, to nad ranem budziły nas sroki, zawsze cztery, siadały na drzewach nieopodal... czulismy, że jestes z nami... Albo ta sprawa z Garfieldem... Pamietasz, kiedys dostałas poczta od internetowej cioci taka mała maskotkę - kota Garfielda. On nacisnięty wydaje takie dziwne dzwięki, jakby kaszlał. Kiedys go zgubiłas, rzuciłas gdzies za sofę, a on się odzywal i odzwywał, nie dawał nam spać, na poczatku nie wiedzielismy co to za dzwięk, bardzo się go naszukalismy... Garfield jest nadal tu, w domu, w Twoim koszu z zabawkami. Przez pierwsze kilka miesięcy był cicho... A teraz, ilekroc jest nam smutno, albo ilekroc o Tobie rozmawiamy, albo za Toba tęsknimy, on się odzywa... kilka razy na dobę albo wcale przez miesiac... To trochę pomaga, mamy nadzieję, że tak całkiem nie odeszłas... A pamiętasz "lełona"? Kiedys poszłas na spacer z Tatusiem, i za chwilę on do mnie dzwoni, że Ty chcesz "lełona", ale on nie wie co to takiego. Powiedziałam mu, że chcesz Leona, soczek w kartoniku, bo widziałas na reklamie w tv. Tata naszukał się tego soczku z Toba w wózku przez pół miasta. A jak Ci juz go kupił, pociagnęłas dwa łyki i oddałas mu ze słowami - "niedobry, sam wypij". Taka z Ciebie była kawalara... Mamy nadzieję, że gdzies jestes. I że jest to miejsce w którym nie ma bólu ani złych ludzi... I że za nami nie tęsknisz, że jestes szczesliwa. Kochamy Cię niezmiennie i najbardziej na swiecie. Mama i Tata |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 07.02.2008, 14:53 | komentarze [0] |
Kochamy Cię jak zawsze |
|
| Kochany Króliczku, tak dawno nie pisałam, Ty wiesz dlaczego. To już tyle czasu bez Ciebie, a ból wcale nie staje się mniejszy, wręcz przeciwnie. Oboje z Tata staramy się normalnie żyć, funkcjonować, praca, dom, praca... tylko to jest takie trudne. Codziennie wracam z pracy do domu piechota, żeby ochłonać, pomysleć. Zajmuje mi to jakies pół godziny. Kiedy przez przypadek pójdę inna trasa niż zwykle, przechodzę obok przedszkola... Boli. Teraz, zima, boli trochę mniej, bo dzieci sa w srodku, jesienia przechodzac widziałam je hustajace się w ogródku, krzyczace, biegajace, szczęsliwe... Codziennie muszę też przejsć obok Twojego żłobka. Prawie widzę Cię, jak usmiechnięta wychodzisz ze mna albo tatusiem za rękę i jestes szczęsliwa, bo wiesz, że jak zawsze idziemy prosto na Wyspę, na plac zabaw. Nie potrafilismy w tym roku z Tata normalnie spędzić tych swiat. Ucieklismy w góry, do małego domku, gdzie moglibysmy być sami, bez choinek, prezentów, wigilijnych potraw. Postanowilismy udawać, że tych swiat nie ma. Bo już ich nie lubimy. To zaraz po swiętach własnie, dwa lata temu, trafilismy do szpitala. To w Sylwestra usłyszelismy diagnozę. Wyrok, o którym nie wiedzielismy, że jest wyrokiem... Jeszcze się łudzilismy. Sylwestra już też nie lubimy. Tego spędzilismy siedzac w domu, ogladajac filmy na dvd i próbujac nie mysleć o poprzednim sylwestrze, kiedy byłas już taka słaba, że cały dzień przespałas u boku taty, a potem cały wieczór przesiedziałas mi na kolanach. Tak bardzo wtedy nie chcielismy mysleć, że to nasz ostatni wspólny sylwester, tyle mielismy jeszcze w sobie wiary w cud... Niestety Szef nie obdarowuje cudami ludzi takich jak my, zwykłych i małej wiary. Trudno się nam żyje bez Ciebie, nasze Maleństwo, nasza mała Iskiereczko. Pamiętasz, czasem mówiłam do Ciebie - "bez ciebie wszystko jest bez sensu..." a Ty z tym swoim łobuzerskim usmiechem odpowiadałas - "a bez ciebie wszystko jest do... dupy". I smiałysmy się jak opętane, to był taki nasz mały szyfr. Nie zapomnę tez, jak bardzo kochałas choinki... Jak zachorowałas, to mielismy w domu żywa choinkę. Nie nacieszyłas się nia za bardzo, bo do lutego byłas w szpitalu. Jak nas wypuscili, nie pozwoliłas nam jej rozebrać do kwietnia... Na Wielkanoc powiesiłysmy Ci na niej z babcia pisanki... Brak nam na co dzień Twojego usmiechu, Twojej pogody ducha, Twojej odwagi. Mamy nadzieję, że chociaż czasem tu z nami przebywasz, czasem jeszcze kładziesz się do łóżka między nas, tak, jak zawsze lubiłas. Strasznie nam bez Ciebie zle. Kochamy Cię jak zawsze. Mama i Tata |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 04.01.2008, 15:18 | komentarze [0] |
zostawiłas po sobie tyle wspomnień... |
|
| Czesć Kochanie. Idzie zima, zimna i smutna bez Ciebie. Serduszko z żywych różyczek, które położylismy na Twojej mogiłce 1 listopada nadal się trzyma. Zamarznięte seduszko od rodziców, których serca zamieniły się w sople lodu... Coraz badziej za Tob± z tatusiem tęsknimy. Teaz to my jestesmy jak dzieci we mgle, opuszczeni przez Ciebie, osieroceni, nie majacy pojęcia co tak naprawdę poczać z tym naszym życiem, jak je sobie poukładac bez Ciebie... Dzis wklejam wspomnienie o Tobie autorstwa Twojej mamy chrzestnej. Chciała, żeby było z takim jednym zdjęciem, specjlnie dla Ciebie, ale nie udało mi sie wkleić Kocham Cię, Mama Jak wspominać dziecko, bez mała 6-letnia dziewczynkę? Jak zaczać, od czego? Tyle mysli cisnie się na raz, tyle wspomnień, marzeń...Wszystko miało być inaczej, życie sprytnie jak zwykle napisało swój scenariusz, nie biorac pod uwagę nas ludzi, maluczkich i zagubionych w codziennosci zdarzeń. Tyle razy układałam w swojej głowie ten list, wiele razy próbowałam, nie bardzo mi szło, za wczesnie - powtarzałam sobie, jeszcze trochę czasu, zanim cos będę mogła napisać. Nie nazwę tego wspomnieniem o małej dziewczynce, ale listem do Igusi, mojej bratanicy, jedynej. - Pamiętam dzień, wieczór, gdy zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Byłas zledwie kilkudniowa kruszynka. Przyjechałam z Twoim tata Krzysiem wspomóc Basię i Krzysia w rodzicielskich czynnosciach. Piszę wspomóc, bo własciwie swietnie sobie radzili, a ja byłam tylko po to by ich w tym utwierdzić lub cos podpowiedzieć. Jeszcze dzis mam przed oczyma Twoje ruchliwe łapki i nóżki, ,,tryskałas" energia. Byłas wyczekanym i wymarzonym baczkiem, któremu ptasiego mleka nie brakowało, byłas dla swoich rodziców prezentem! Przyjeżdżałas do nas na wies z rodzicami, bawiłas się z Malwinka, czasem wasza walka o zabawki kończyła sie płaczem, ale takie sa prawa maluchów. Podczas tych wizyt pokazywałas, jak bardzo kochasz być niezależna, uparta istotka, nie naginałas się pod byle pretekstem. Kiedys, będac na spacerze po Wyspie Słodowej mielismy niezły ubaw, gdy stanęłas uparcie i nie chciałas z nami isć. Nie pomagały prosby, grozby, chowanie za drzewami. Ty tkwiłas w miejscu. A my bezradni, gdzies tam czekalismy, a minuty mijały sobie...Dopiero jakis przechodzień zwrócił na Ciebie uwagę, i pod wpływem nieznanego nam impulsu cos w Tobie drgnęło, ruszyłas z miejsca. To jedna z tych stop-klatek, która wywołuje u mnie usmiech. Fajna była ta Twoja miłosć do koników Pony, Kubusia Puchatka, koloru niebieskiego, Bakusiów waniliowych, lodów, Scoobiego, baloników, hustawek i wielu innych rzeczy, które wymieniać można by długo. Cieszę się, że na chwilę przed Twoim odejsciem mogłam dać Ci odrobinkę radosci, kupujac rybkę welonkę. Wyobraz sobie, z jakim przejęciem Malwinka ja wybierała dla Ciebie, a pózniej w autobusie asekurowała, aby szklana kula się nie stłukła. Już wtedy byłas bardzo zmęczona choroba, bardzo zmieniona, niewiele Cię cieszyło. To Basia - mama powiedziała mi, że rybka sprawiła, że się usmiechasz. Cieszę się, że Malwinka i ja mogłysmy cos dla Ciebie zrobić... - Widzę Cię siedzaca na moich kolanach, wsłuchana w opowiesci o zwierzatkach z mojej okolicy; kotkach, pieskach, sikorkach, sarenkach, konikach. Słuchały Twoje wielkie, ciekawe swiata oczy!!! Byłas najwierniejszym słuchaczem cioci Bejatki, bo tak mnie nazywałas. Do dzis pozostanę kruszynko ciocia Bejatka, to Twoja zasługa. - Wyobrażałam sobie, że w niedalekiej przyszłosci, jak mina choróbska, przeziębienia pójda precz to będziemy ,,szaleć". Wybierzemy się nie raz do Teatru Lalek, do kina, na frytki, na plac zabaw, pizzę, lody - przecież tyle ciekawych miejsc, przygód przed nami...miało być. - Moim marzeniem było, abscie Ty i Malwinka zaprzyjazniły się, miały swoje tajemnice, spędzały wspólnie czas, były zdrowe, szczęsliwe. Chyba za dużo sobie wyobrażałam, zbyt wiele chciałam Igusiu? Ale przecie to marzenia sprawiaja, że życie nabiera kolorów. Trzeba marzyć i kochać najbliższych, to daje wielka radosć. Ogromnym bólem było wybierać sukienkę dla Ciebie, na tę ostatnia pożegnalna chwilę, nie tak miało być... Często goscisz w moich myslach, moje serce raduje się ptaszyno, że Cię poznałam, pokochałam. Jestes i zawsze będziesz Aniołem przy moim stole. ciocia Bejatka na zawsze |
|
| Dodala: Basia mama Igi, dnia 17.11.2007, 11:21 | komentarze [26] |