Home * Aktualnosci * Historia choroby * Galeria * Kontakt * Jak pomoc ? * Admin *


wtorek, 13.06.2006
Witam. Ufff. Szczęsliwie trzynasty już za nami...
Punkcja Igiełki też za nami. Tak jak to było do przewidzenia po dormikum "chodziła po scianach" i wpadła w straszny dołek, dużo płakała i rozpaczała. Dormikum (dormicum? juz sie pogubiłam, może jeszcze inaczej) to jest takie lekarstwo jak głupi jas, powoduje przytępienie w trakcie zabiegu, a potem niepamięć wsteczna. Dziecko nie traci swiadomosci, ale potem nie pamięta, co było mu robione. Na większosć dzieci ten lek działa wyciszajaco. Ale jest pewien odsetek takich, które sa po nim pobudzone. Oczywiscie, a jakżeby inaczej, moje dziecko musiało się znależć własnie w tej grupie. Więc zamiast spać połowę dnia ona, jak już jej przejdzie to chodzenie po scianach i ta totalna depresja, jest taka pobudzona, że nie mozna za nia nadażyć... a jak jej jeszcze do tego dołoza przeciwbólowo dolargan, to ratuj się kto moze.
W dużych dawkach dolargan powoduje u małej halucynacje. Wiemy to po pewnym zdarzeniu na oddziale chirurgii, a raczej na oiomie. Po operacji Igusia obudziła sie w nocy i strasznie płakała za nami. Panie pielęgniarki wiedziały, że Krzys spi piętro niżej i że można po niego zadzwonić, uspiłby mała w 5 minut. Ale im się nie chciało, i bez wiedzy lekarza podały jej potężna dawkę dolarganu. Myslały, że zasnie... A ona dostała takiej histerii, że i tak musiały dzwonic po tatę...
A potem musiały mu się przyznać, co zrobiły, bo jak przyszedł, to mała bredziła cos o wężach, które widziała na suficie...
Długo myslelismy, czy nie zawiadomić o tym ordynatora, ale w koncu odpuscilismy. Może niepotrzebnie, bo przecież takie działanie jest niedopuszczalne. A gdyby Iga dostała po tym jakiegos wstrzasu? W kazdym razie mnie do dzis trzęsie, jak o tym pomyslę...
Wracajac do Igiełki, zeby jej wynagrodzić stres zwiazany z punkcja, zabralismy ja dzis do parku i na lody. Myslę, że jej się podobało...
Apetycik dzisiaj super, zreszta wczoraj też.
Długo nie chciała isć spać, ale teraz już smacznie chrapie obok taty. Zaraz też się tam ewakuuję, bo jutro trzeba wczesnie wstać.
A na koniec kolejny cytacik z naszej małej księżniczki. Parę dni temu rozmawialismy z Krzysiem na tematy ogólne- o zyciu, o tym dokad biegnie i dlaczego akurat tym torem... W pewnym momencie powiedziałam, ze chyba teraz, w tym momencie życia, przydałby mi się jakis guru, który by mnie poprowadził w stronę prawdy i sensu istnienia. A tu wtraca się nasze dziecko, które, jak nam sie wydawało, wcale nam się nie przysłuchiwało, i mówi do mnie -"mamo, ale ty nie idz w żadne góry..."
No to nie idę... idę ku dołowi, bo spimy raczej nisko.
Wszystkich pozdrawiam.
Basia
Myslę, że spiaca częsć brygady też Was pozdrawia.
Dodala: Basia mama Igi, dnia 14.06.2006, 01:33 komentarze [20]


poniedziałek, 12.06.2006, gwoli scisłosci wtorek już prawie
Witam po długiej przerwie.
Muszę się przyznać, że piszę dzis wyłacznie dlatego, że zostałam ponaglona przez zgraję osobników i osobniczek bliżej mi znanych lub dalej, lecz na ogół znanych... (vide: wczorajsze komentarze)
W zwiazku z powyższym, choc padam na nos, naskrobię chociaż kilka słów.
Powodem mojego, az tak długiego, milczenia był nie tylko brak zasięgu pod Zbaszyniem, gdze nocowalismy w trakcie weekendu (Bolek, sorka, nawet blue connect nie dał rady) ale także działalnosć mojej rodzonej córki Igi Łasek, która powinna nazywać się Conan niszczyciel. A powinna się tak zwac dlatego, że przed samym wyjazdem do Polanicy zalała klawiature woda tak skutecznie, że nawet po wyschnięciu klawiatura powodowała spięcie. Gdyby nie to, napisałabym już wczoraj, mimo, że wrócilismy pózno.
Nowa klawiaturka dotarła do mnie dopiero teraz i własnie ja wypróbowuję. Jest git.
Jesli chodzi o koniec poprzedniego tygodnia to nasz mały Conan Niszczyciel miał do piatku zabiegi w Kłodzku, piatkowy wieczór to było szybkie przepakowywanie się i gotowanie jedzonka dla małej, która w zadnej restauracji jedzonka nie ruszy...
W sobotę rano pędem do Zbaszynia. Pędem, bo mimo iż mielismy spory zapas czasu, nasze dziecko postanowiło rzygać co 15 minut. Jej choroba lokomocyjna jest co najmniej zagadkowa- zaczęła się mniej więcej z jej choroba, ujawniała sie bardzo intensywnie, zniknęła po przeszczepie. Z powrotem pojawiła się wraz ze wznowa, ale mniej intensywnie. Teraz jest nieprzewidywalna, czasem jedziemy 500 km i nic się nie dzieje, a czasem po 10 mamy pięknie obhaftowana ukochana skodę tatusia...
Na szczęscie do Zbaszynia dotarlismy na czas. Na miejscu okazało się, że Igusia ma nadal zabiegi za darmo... To piękne, że uzdrowiciel, który mógłby Igę leczyć za kupę kasy robi to zupełnie bezinteresownie.
Zreszta muszę powiedzieć, że pan Andrzej Lewandowski bardzo zyskuje przy trochę bliższym poznaniu. Teraz jawi się on jako człowiek wrażliwy na ludzka krzywdę i kochajacy dzieci...Widać, że bardzo się skupia na Igusi.
Trochę poczytalismy o tym panu, oprócz tego, ze jest uzdrowicielem i jasnowidzem, jest też filozofem. Twierdzi, że cały nasz los jest gdzies zapisany, że on nie zmieni wyroków Boskich, nie uzdrowi nikogo, kto ma odejsc... Dlatego nie rozmawia z pacjentami. Bo on wie, ale czasem musiałby odebrać nadzieję, a to nie byłoby dobre dla tych, którzy tej nadziei szukaja...
My bardzo chcemy wierzyć, że Iga spotkała go na swojej drodze po to, by ja wyleczył. Przecież to też może być jej przeznaczenie...
W każdym razie dzis mała miała kontrolę morfologii. Pan doktor szeroko otworzył oczy jak zobaczył wyniki. Sa bardzo dobre...
Jutro punkcja szpiku.
Pojutrze Warszawka, na 3 dni... Już nam się nie chce wyjeżdżać... Pogrillowalibysmy gdzies pod Wrocławiem...
Ale mamy jeszcze jedna super wiadomosć, która zostawiłam na deser- tomografia brzucha wykazała, że NIE MA TAM JUŻ tego centymetrowego czegos, które budziło takie watpliwosci przy ostatnim badaniu. A także, że nie ma tam niczego innego, co mogłoby budzić niepokój....To naprawdę cudowna wiadomosć.
I tym optymistycznym akcentem kończę i idę w końcu przytulić się do reszty rodzinki Łasków. Należy mi się, nie mówcie, że nie. Własnie na to zapracowałam. Tu wstawiłabym "buzkę", ale nie przechodza, więc wszystkim Wam posyłam promienny usmiech.
Basia i reszta brygady
Dodala: Basia mama Igi, dnia 13.06.2006, 00:56 komentarze [18626]


czwartek, 08.06.2006
Dzień dobry wszystkim.
Dzis muszę pisać szybko i krótko, bo łaczę się przez blue connect, a zasięg tu mamy kiepski. Niestety, jesli net się rozłaczy, to stracę wszystko, co napisałam.
Jestesmy w Polanicy, w mieszkaniu dobrych ludzi, którzy pozwolili nam się przenocować, żebysmy nie musieli dzień w dzień jechac prawie 100 km do Kłodzka i 100 z powrotem na seans u p. Lewandowskiego. Z Polanicy do Kłodzka jest tylko 10 km.
Siedzimy więc sobie nasza trójeczka w pięknym miejscu (dla nas magicznym) i mamy chwilę urozmaicenia w naszym życiu rodzinnym. Pięknie tu, za oknem mamy trochę lasu i kawałek góry oraz swieże powietrze. Aż by się chciało nigdy stad nie wyjeżdżać. Iga skacze i bryka, pochłania duże ilosci lodów (koniecznie waniliowych), troche spacerujemy, choć boję sie przeforsować kolanko, no i oczywiscie codzienna obowiazkowa wizyta na energoterapii- codziennie 3 darmowe seanse.
Wczoraj nie było zbyt wielu pacjentów, a między seansami musi być co najmniej pół godziny przerwy, więc specjalnie dla Igi pan Andrzej został pół godziny dłużej, żeby małej zrobić trzeci seans.
Zreszta wczoraj zdarzyła nam się zabawna sytuacja- jak Iga wchodziła na terapię po raz drugi, miała straszna czkawkę, uzdrowiciel nawet nie miał jak przyłożyć do niej dłoni, bo czkawka szarpała jej całym tułowiem. Stwierdził, że tak nie może być i kazał przyniesć szklankę wody.
Kiedy ja przyniesiono, potrzymał ja chwilę w dłoniach i kazał małej wypić kilka łyków, mówiac, że czkawka zaraz przejdzie. Iga wypiła trochę wody i.. jak ręka odjał.
Jutro nasza polanicka sielanka się kończy, a od soboty scigamy p. Andrzeja aż w Zbaszyniu. Mamy wrażenie, ze dzięki jego terapii Iga odzyskuje siły, i dopóki Krzys jest na urlopie, będziemy jezdzić z Kolbergiem po kraju w te miejsca, gdzie mozna go spotkać (pana Andrzeja, nie Kolberga swiętej pamięci). A potem też będziemy tak kombinować, żeby mała była u niego jak najczęsciej- w końcu przez 5 dni w miesiacu moge z nia choćby sama pomieszkiwac w Kłodzku, Dusznikach czy Polanicy...
W poniedziałek odbieramy wyniki tomografii, potem czeka nas MIBG w Warszawie - kolejna 3-dniowa podróż, bo tyle trwaja badania- znacznik potrzebuje 48 godzin, żeby się rozejsć po ciele. Potem punkcja szpiku i decyzja, co dalej.
Trochę jestesmy od tego oderwani, bo Iga jest taka żywa, tak dobrze się czuje, że gdyby nie łysa główka i ogólna bladosć, to całkiem bysmy byli w stanie zapomnieć o jej chorobie i o lekarskich prognozach i rokowaniach.
Zreszta o tym ostatnim nie chcemy pamiętać wcale.
To by było na tyle. Zegnam Was mili czytelnicy, bo moje dziecko idzie głodne z placu zabaw...
A swoja droga nadal nie ustaję w wysiłkach, by namówić Krzysia, żeby skrobnał dla Was cos z ojcowskiego punktu widzenia. Zyczcie mi powodzenia. Może być ciekawie, bo w końcu on oglada Igę z Marsa, a ja z Wenus...
Do następnego.

Dodala: Basia mama Igi, dnia 08.06.2006, 21:21 komentarze [34]


wtorek, 06.06.2006
Czesć. To znowu ja.
Czasem namawiam Krzysia, żeby cos napisał, ale jakos nie chce mi się udać...
Więc dzis będa znowu moje i tylko moje wypociny.
Ostatnio pisze rzadziej, bo mamy prawdziwe urwanie głowy.
Przez cały weekend jezdzilismy na energoterapię do Legnicy, od poniedziałku codziennie gonimy do Kłodzka.
Dzis mielismy naprawdę krucho z czasem, bo Iga była w szpitalu na badaniach kontrolnych i przetrzymano ja tam az do 14.
Jutro też wybieramy sie do Kłodzka, i tak zreszta do piatku.
Na szczęscie jutro już tomografia brzuszka, i nic nas nie będzie na razie trzymać w pobliżu Wrocka, więc zanocujemy w polanickim mieszkaniu znajomych (pani Lilu, dziękujemy!!!) i będziemy mieli bliżej do Kłodzka, a przy okazji może trochę wypoczniemy, bo Polanica to dla naszej trójki magiczne miejsce.
W trakcie weekendu bedziemy "scigać" pana Lewandowskiego aż w Zbaszyniu, znowu nocleg poza domem, więc to moje pisanie pewnie bedzie jeszcze bardziej nieregularne...
Acha, zapomniałam napisać, że wczoraj, po kolejnej wizycie, pan Lewandowski zarzadził, że odtad Iga bedzie miała po 3 seanse dziennie, i to wszystko za darmo...
Muszę powiedzieć, że coraz bardziej sie przekonujemy do tego pana... Chyba sie przejał losem Igusi, choc ani razu z nami nie rozmawiał...
Jesli chodzi o Igusiowe wyniki, to można powiedzieć, że naprawdę sa zaskakujaco dobre- mowa o wynikach morfologii- hemoglobinka ponad 11!!! Inne wyniki też w normie, i to w takiej dobrej, nie tej granicznej.
Igusia w dobrym humorku, już się przyzwyczaiła, że codziennie trzeba pojechać do "tego pana, co ma swiatełko w rękach".
I tak nam płynie dzień po dniu.
Za tydzień badania w Warszawie... Nasze życie to ostatnio same wyjazdy i powroty... Podróże po nadzieję...
Pozdrawiam Was, Przyjaciele, i do następnego.
A raczej cała nasza trójka Was pozdrawia.
Dobranoc.

Dodala: Basia mama Igi, dnia 07.06.2006, 00:36 komentarze [24]


niedziela, 04.05.2006
Dzień dobry.
J-23 znowu nadaje...
Troche ostatnio sie obijam, ale mamy ostatnio urwanie głowy.
Codziennie wyprawa do Legnicy (ok 60 km) na energoterapię, potem jakies dwie godziny tam, na miejscu, bo pomimo, że dzieci wchodza bez kolejki, to Iga wchodzi dwa razy, a więc jako pierwsza i jako ostatnia.
Trochę jej się nudzi, więc w miarę mozliwosci tata zabiera ja na spacerki, a ja siedzę i dzwonię kiedy nadzchodzi ich kolej.
Jestesmy już chyba stałym klientami, bo pan Lewandowski sprezentował małej 5 butelek wody energetyzowanej i powiedział, że byłoby dobrze, gdyby tylko to piła.
Igusia czuje sie dobrze, choć apetyt jej się troche pogorszył (ostatnio po seansach u tego pana też tak było).
Wczoraj zobaczyła się z Malwinka, więc była wielka radosć, bo nie widziały się dłuuugo. Nie mogły sie rozstać. Nastapiła wymiana podarków na dzień dziecka.
A tak w ogóle, to dziękujemy wszystkim za wpisy i zyczenia, niektóre naprawdę piękne.
Pani Doroto, prosze nas nie przeceniać. Iga jest dzielna, ale my słabi, nie przestajemy sie o nia trzasć. Takich ludzi jak my można zobaczyć mnóstwo na każdym oddziale onkologicznym... niestety. Ale dziękujemy za naprawdę miłe słowa.
I dziękujemy paniom pielęgniarkom Joli, Agnieszce i Ewie za pamięć. Iga aż pojasniała w usmiechu, jak przeczytalismy pozdrowienia. I doskonale wiedziała, od kogo to... Bardzo jej było miło.
Jesli chodzi o nasze najblizsze plany, to w miarę możliwosci będziemy mała teraz wozić do Kłodzka, bo tam własnie będzie teraz przyjmował pan Lewandowski.
No i czeka nas tomografia i zdaje się punkcja szpiku.
Jesli chodzi o moje kolanko, to jestem przekonana, że energoterapia swietnie przygotowała mnie do zabiegu. Mówcie co chcecie, poza dniem operacji nie zażyłam ani jednej tabletki przeciwbólowej. Nie leżę, normalnie chodzę nie tylko po domu, wspinam się na piate piętro- nie noga za noga, tylko normalnie, tak jak wchodza normalni ludzie...
Podejrzewam, że inni tego tak nie znosza, bo pielęgniarki w szpitalu cały czas przychodziły pytać, czy chcę cos na ból albo na sen. Troche sie oszczedzam z rozsadku, ale tak naprawdę nie mam na to czasu.
Musze zaraz kończyć, bo nasze Słoneczko woła jesć, ale na zakończenie dwa cytaty z Igusi, można powiedzieć, że przeboje tygodnia.
Po moim powrocie ze szpitala Igusia obudziała się rano, ucieszyła się, że jestem obok, ale za chwilę mówi- "mamo, głowa mnie boli". Pytam więc- "Igusiu, chcesz kropelki?" (zostało nam troche tramalu). A ona na to: "nie, mamo... po prostu chyba mi rogi rosna..."
Następnego dnia miała 2 czekoladki i jedna mnie poczęstowała. Komentarz, który temu towarzyszył, był taki:" dla ciebie mamusiu czekoladka ze składnikiem "kochaj mnie", a dla mnie ze składnikiem "nigdy nie płacz i nie wymuszaj..."
I tym na dzis kończę, bo i tak bystroscia nie przeskocze własnej córeczki, nawet sie nie bedę wysilać.
Buziaki dla naszych sympatyków od Igiełki, mamusi i tatusia.
Do jutra!!! (mam nadzieję)
Dodala: Basia mama Igi, dnia 04.06.2006, 20:13 komentarze [25]


czwartek, 01.06.2006
Witam po przerwie.
Hurra, jestem juz w domku, kolanko wyremontowane. Od dzis wychwalam nowoczesne techniki remontowania kolanek- jednego dnia cie operuja, następnego zmuszaja do chodzenia po schodach o kuli, a kolejnego wyrzucaja do domku... Jak w armii.
Te trzy dni to i tak było dla nas stanowczo za długo- tatus musiał powiesic Igusi moje zdjęcie przy łóżku, które co rano głaskała po przebudzeniu. W szpitalu nie można było używać komórek, więc musiałam się nieżle naczaić, żeby ja codziennie usłyszeć...
Od poniedziałku zaczał sie u Igiełki dosyć podejrzany katar, na szczęscie nie połaczony z żadna inna upierdliwoscia dotyczaca jej samopoczucia.
Od dłuższego czasu apetyt jej tak dopisuje, że nie nadażamy produkować zupek i ziemniaczków. Niestety, repertuar się nie zmienił, nadal jada bardzo monotematycznie.
W poniedziałek Igiełka miała kolejne z serii bada kontrolnych- scyntygrafię kosci, czyli skan pokazujacy przerzuty na kosciach.
Strasznie, ale to strasznie balismy sie zobaczyć wynik- na tyle mocno, że Krzys "zapomniał" go odebrać następnego dnia.
Jak go już odebralismy, okazało sie, że swiństwo jest w regresji, czyli że się wycofuje, aczkolwiek powoli...
Z przerzutów które miała w kręgosłupie nie widać już nic, zostało to, co było na kosci biodrowej, ale też mnie j niż poprzednio.
Ulga...
Choć to niewiele znaczy, przecież nie dalej jak w sierpniu, Iga była całkowicie "czysta".
Teraz czeka nas punkcja szpiku, tomografia brzucha i MIBG w Warszawie (skan całego ciała po wczesniejszym wstrzyknięciu izotopu).
Potem decyzja co do dalszego leczenia.
Podczas mojej nieobecnosci i po moim powrocie odwiedził Igę pan z radia Kolor, które na dzień Dziecka przygotowywało audycję o chorych dzieciach. Niestety, niewiele miał szczęscia, Iga postanowiła z nim nie rozmawiać... A jak się juz zgodziła, to rozładował mu się mikrofon i musiał przyjsć jeszcze raz.
W końcu to ja musiałam "wyciagać" z Igi zwierzenia, cos się tam nagrało na szczęscie, choć niewiele nawet mnie chciała powiedzieć... Audycja dzisiaj poszła, niestety nie słyszałam jej, ale podobno była bardzo ciepła i sympatyczna (ktos znajomy słyszał). Pan obiecał przekazać nam nagranie na płycie.
Dzi s Igiełka troche pospacerowała, trochę pomęczyła tatusia gra balonem, puszczaniem baniek i gra komputerowa.
Jutro i przez najblizsze kilka dni ruszamy po kraju sladem pana Andrzeja Lewandowskiego, bioenergoterapeuty, u którego bylismy w Zbaszyniu.
Teraz będzie przyjmował w Legnicy, potem w Kłodzku.
Dopóki jest taka możliwosć, zadbamy, żeby Iga otrzymywała jego terapie jak najregularniej.
Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam, to znaczy wszystkich przyjaciół Igusi, a nie czytajacych tę stronke z innych powodów.
Anty-pozdrawiam tych, którzy zasmiecili Igusiowa księgę gosci spamem. Aniu, dzięki za "posprzatanie".
Jesli Ania znajdzie chwilkę, żeby je wkleić, niedługo znajdziecie w galerii aktualne zdjęcia Igiełki, naszego skarbeczka.
A swoja droga, jak poleżałam w szpitalu te 3 dni, to lepiej potrafię zrozumiec strach Igi przed każdym wykonywanym na niej zabiegiem. Niby duża ze mnie dziewczynka, ale jak pan pielęgniarz wyciągał skalpel, żeby przeciać szew i wyciagnać dren, albo pani pielęgniarka postanowiła dać mi zastrzyk przeciwzakrzepowy w brzuch, to czułam sie trochę... nieswojo.
Zreszta te zastrzyki musze sobie teraz robic w domu sama, albo mężowskimi rękami... życzcie nam powodzenia, hehe.
Nie do końca jestem przekonana, że przez najbliższych kilka dni będę pisać codziennie, ale bardzo się postaram.
Zreszta dreptam już po domku coraz bardziej dziarsko. I poza domkiem też.
Buziaki od naszej ekipy.
Papa
Dodala: Basia mama Igi, dnia 01.06.2006, 22:56 komentarze [38]


niedziela,28.05.2006
Wpis z ostatniej chwili:
Moje maleństwo obudziło się dzis rano, przytuliło się do mnie mocno i mówi :"mamo, nie możesz isć do szpitala...".
Zapytana dlaczego, odpowiedziała:"Bo ta babcia się tu ze mna wykończy!!!".
I tym optymistycznym akcentem mówię Wam papa.
Do następnego.
Basia
Dodala: Basia mama Igi, dnia 28.05.2006, 12:32 komentarze [36]


sobota, 27.05.2006
Witam Was wszystkich.
Serdecznie dziękuje za wszystkie zyczenia z okazji Dnia Mamy.
To prawda, że moim jedynym marzeniem jest zdrowie mojej córeczki i spełnienie jej własnych marzeń, niekoniecznie tych materialnych...
Nie pisałam wczoraj, bo tak naprawdę niewiele sie wydarzyło.
Rano tatus zawiózł Maleństwo na kontrolę morfologii.
Hemoglobina stała w miejscu, ale przetoczono jej krew za względu na fakt, że w przyszłym tygodniu czeka ja tomografia w znieczuleniu ogólnym, dlatego wyniki musi mieć "wystarczajace".
Niestety płytki spadły do 9 tysięcy, więc też trzeba było je przetoczyć.
W zwiazku z powyższym mała spędziła cały dzionek na oddziale dziennym szpitala, wrócili około 19. Trochę grała na komputerze, trochę pobawiła sie z wolontariuszka fundacji "Mam marzenie", młoda dziewczynka jeszcze chodzaca do liceum, która jakos odnalazła ich na tym oddziale dziennym.
Generalnie humorek Igusi dopisuje nadal jako taki, apetyt też w miarę, chociaż zaczyna trochę narzekać na ból w buzi, mimo, że pani doktor niczego podejrzanego podczas badania nie zauważyła.
Zreszta i tak muszę powiedzieć, że jestem zaskoczona jej forma (Igusi, nie pani doktor), bo przy tej ilosci płytek, a nawet trochę większej, ostatnio mielismy ciagłe krwotoki z nosa, których nie sposób było zatamować.
Teraz nic z tych rzeczy. Żadnych problemów oprócz większej ilosci sińców, ale to akurat jest normalne...
Dzisiaj nasz Króliczek obudził się w dobrym humorze, bardzo ładnie się bawi, potem pewnie zabierzemy ja na jakis spacer, chociaż pogoda taka sobie.
A ja powoli łapię stresa zwiazanego z wynikami badań, ale cóż... nic na to nie poradzę.
Zreszta od jutra ja też będę pacjentem...
Moi kochani czytelnicy, mam nadzieję, że nie zniechęci Was moje kilkudniowe milczenie. Jutro mam się zgłosić na oddział szpitalny, w poniedziałek mam zaplanowana operację kolana (synowektomia artroskopowa).
Jak już kiedys pisałam, jestem chora na rzs, popularnie zwany goscem, i wyhodowałam sobie sporych rozmiarów torbiel pod kolanem. Zeby operacja torbieli miała sens, najpierw trzeba wyremontować kolanko...
Zdecydowałam sie teraz, bo czekam od prawie roku, i szpitale państwowe ciagle nie miały czasu na planowane zabiegi. Znalazłam prywatna klinikę, która zrobi mi to na kasę chorych.
Nie przełozyłam terminu celowo, bo mój pobyt w szpitalu ma trwac około 3 dni, nie będe w gipsie i od razu będa mnie zmuszac dochodzenia.
No i póki co, tata Krzys jest na urlopie, więc wspólnymi siłami z babcia daja sobie radę.
Watpię, by ktos chciał przejać moje kronikarskie obowiazki w tym dzienniku, dlatego myslcie o nas, nie zapominajcie i zagladajcie.
W koncu sie odezwę...
No chyba, że poproszę szanownego małżonka, żeby odwiedził mnie w szpitalu nie tyle on, co jego laptop... hehehe. Wtedy zrobię Wam niespodziankę.
Jeszcze raz pozdrawiam. Jak jutro znajdę chwilkę, odezwę się przed wyjsciem.
Całuski od brygady BIK
Dodala: Basia mama Igi, dnia 27.05.2006, 13:23 komentarze [23]


czwartek, 26.05.2006
Witamy, witamy.
Dzis niewiele mam do napisania, w sumie nuda, panie, nuda...
Badania dopiero jutro, więc trudno jest powiedzieć cokolwiek na temat stanu Igusi.
Jedno jest pewne: apetyt jej dopisuje... I od powrotu ze Zbaszynia cały czas woła, że ma ochote na wode "ze swiatełkiem", czyli od tego pana, który ma "swiatełko w rękach". To chyba dobry znak...
Dzisiaj zabralismy mała na spacerek do Rynku (blisko mieszkamy) wózeczkiem (dawno nie używanym), bo była naprawdę słabiutka....
Jadac do Rynku rozłozyła sobie parasolkę, , chociaż nie padało, chyba tylko po to, żeby było smieszniej, a potem, pro forma, zapytała, czy może się zdrzemnać... Nawet nie czekała na odpowiedz, bo już spała...
W zwiazku z powyższym tatus pędem powiózł ja do domku, żeby nie złapała żadnej infekcji, bo własnie deszczyk zaczynał kropić...
Jutro kontrola, okaże sie, czy trzeba jej podać płytki i krew, czy się bez tego obędzie. Miejmy nadzieję, że nie będzie to konieczne...
Trzymajcie kciuki nasi mili Przyjaciele. Jutro sie odezwę.
Dobranocka.
Dodala: Basia mama Igi, dnia 26.05.2006, 01:48 komentarze [27]


sroda, 24.05.2006
Witam Przyjaciół Igiełki.
Wiem, wiem, znów się obijałam... Czasem życie nas zaskakuje zmieniajac nasze plany i nie dajac posiedzieć przy kompie... Pozdrawiamy Maćka i Asię.
Wczoraj córeczka nasza kochana miała kontrolę.
Okazało się, że hemoglobiny ma 7,8 (przy normie od 10,9), a płytki spadły jej do 20 tysięcy (norma od 140 tys do 440).
Blada jest, to prawda, troszeczkę słabsza niż zwykle, ale na nic nie narzeka, a dobry humor jej nie opuszcza. Nie odzywa się też grzyb, nasz wielki wróg.
W zwiazku z powyzszym pani doktor zdecydowała, że zamówi dla małej krew i płytki, które będa na nia czekac w lodówce, i w razie kłopotów mamy sie zgłosić, a oni jej to podaja.
Ale na razie sie wstrzymujemy i czekamy, żeby wyniki same "odbiły".
Następna kontrola w piatek.
Wczoraj mała była na tyle słaba, że nie miała siły ani ochoty na spacer. Cały dzień spędziła w domku na zabawach i przy komputerze, oraz ogladajac bajki, wiec nawet nie miałam za wiele do napisania...Choc mogłam, jak mi się to zdarza, podywagować na tematy neutralne, ale kto by chciał to czytać...
Na szczęscie apetyt ciagle jako tako dopisuje, wiec nie martwi nas choć ta jedna sprawa.
Dzis rano Iga wstała w miarę wesoła i wyraziła chęć pojechania na wycieczkę, więc zabralismy ja po łyk swieżego powietrza do pobliskiej Polanicy.
Wycieczka udała się fantastycznie. Iga wesoła, zadowolona ze zmiany otoczenia, pohasała z tata i nawygłupiali się za wszystkie czasy. Raz się tylko na niego wkurzyła, kiedy podczas przekomarzania spadł jej lód... niezle go objechała...hehe
Iga lubi Polanicę, jest tam przepiękny deptak i park zdrojowy, i generalnie można powiedzieć, że to miejsce uspokaja nas obie. Po raz pierwszy w Polanicy Igusia była jeszcze w brzuszku mamusi...
Dzionek na swieżym powietrzu szybko uciekł i już trzeba było brykać do domciu.
W drodze powrotnej Iga zażyczyła sobie Kubusia Puchatka na kasecie audio, i po chwili już wszyscy spiewalismy Kubusiowe piosenki... Tralalala bum bum bum... Tata jak zwykle fałszował, ale nic to, i tak jestesmy jego wiernymi słuchaczkami )
Teraz Igiełka słodko zasnęła, a my skłaniamy się ku temu samemu.
Już nie wspomnę, że zasypiajac usłyszała szeleszczacy papierek, i nie omieszkała zawołać "tato, co mi tam podjadasz?". Dobrze wiedziała kogo o to zapytac...
A nie mogac zasnać, zawołała do siebie nas oboje, tylko po to, żeby nam powiedzieć, że "to była fajna wycieczka..."
I tym optymistycznym akcentem kończę i lecę prowadzic życie rodzinne.
Dobranoc!!!!
Dodala: Basia mama Igi, dnia 25.05.2006, 00:41 komentarze [25]


poniedziałek, 22.05.2006
Dzień dobry przyjaciołom Igiełki. Choć trudno sobie wyobrazić, że ona mogłaby nie być czyims przyjacielem....
Dzisiejszy dzień w porównaniu z weekendem, to po prostu słodka nuda.
Badania dopiero jutro, więc póki co Igiełka leniuchuje.
No, ale przyznać trzeba, że tak naprawdę to ona dzis nie ma siły na jakies wielkie akrobacje...
Nie wiemy czy to wynik bioenergoterapii, czy jednak łapie ja aplazja, ale jest dosyć słabiutka.
Na szczęscie już nie wymiotuje, za to kupka z "kamyczków" przeistoczyła się w papkę. Nie jest to może biegunka, ale na pewno rozwolnienie. No i kilka razy dzisiaj stwierdziła, że kreci jej się w główce.
Jesli to skutek weekendowej terapii, to tak jeszcze u niej nie było... A to tylko może swiadczyć o tym, że to działa. A przynajmniej BARDZO chcemy w to wierzyć.
Za to apetyt ma dosć nadal dobry, je w miarę duzo, choć dosć nieregularnie. Przez cały czas podajemy jej noni, dostaje tez lacidofil, no i oczywiscie leki tak, jak zapisano.
Dzisiejszy dzień Maleństwo spędziło głównie na zabawach z babcia, ogladaniu bajek i komputerowych zabawach w Bakolandii (kto ma malucha, to wie, co to).
Cieszy nas bardzo to, że nie narzeka na ból w buzi, bo z tego wnioskujemy, że grzyb aż tak się tym razem nie uaktywnia...
Wyniki na pewno poleciały w dół, bo jest bledziutka i więcej odpoczywa, ale w porównaniu z tym, co sie działo po ostatniej chemii, to teraz mamy Hawaje.
Zreszta trudno oczekiwać, żeby chemia w ogóle niczym sie nie objawiła... Dla nas liczy się to, że Mała tak nie cierpi jak ostatnim razem.
Acha, i mamy dobre wiesci z fundacji- zwróca nam pieniadze za noni. W najbliższym czasie maja dać znać, czy oddaja też za bioenergoterapię.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dzis, pozdrawiajac wszystkich od Brygady BIK
Dodala: Basia mama Igi, dnia 22.05.2006, 22:08 komentarze [26]


niedziela, 21.05.2006
Witam wszystkich. Ale nas wcieło, co?
Zero znaków zycia przez prawie dwa dni...
Wczoraj wczesnym (jak dlla nas, spiochów) rankiem, wyruszylismy do Zbaszynia, na spotkanie z Andrzejem Lewandowskim.
Jego nazwisko wyszukałam w necie już dawno temu, szukajac jakichs sposobów na swoja własna chorobę. Potem trochę o tym zapomniałam, aż napisała do mnie maila dziewczyna, która trafiła przypadkiem na stronkę Igusi. Pisała, żeby spróbować sie z nim skontaktować, bo jej własna córeczka miała mieć operację pęcherza i po jednej tylko wizycie u niego, operacja okazała się niepotrzebna.
"Złapanie" tego człowieka wbrew pozorom nie było łatwe. Mieszka w Polanicy, przyjmuje w Kłodzku, Legnicy i Zbaszyniu, a także gdzies pod Olsztynem. W każdej z tych miejscowosci 2-3 dni w miesiacu. Teraz akurat był w Zbaszyniu, i postanowilismy, że skoro Igi nie zatrzymano w szpitalu, to to może jest znak, że trzeba wyruszyć aż za Zielona Górę, żeby poddać ja terapii.
Na miejsce dotarlismy na 12 w południe. Zaraz po nas pojawił sie asystent uzdrowiciela, który pokrótce wyjasnił, co i jak.
Okazało się, że A. Lewandowski nie rozmawia z pacjentami bo pracuje w transie. Oprócz zdolnosci uzdrowicielskich ma także zdolnosć jasnowidzenia, dzięki czemu dokładnie diagnozuje chorobe. Jest to podobno jedyny człowiek w Polsce, który z powodzeniem dokonuje bezkrwawych operacji, po których znikaja guzy.
Pierwsze pozytywne wrażenie na miejscu to zupełny brak bałaganu. Każdy otrzymuje okreslony numerek, asystent pilnuje kolejnosci, instruujac "nowicjuszy" co trzeba zrobic i jak sie zachować.
Pozwolono mi wejsć z Iga. Wytłumaczyłam jej, że ten pan, tak samo, jak tamten w "Piramidzie" ma "swiatełko w rękach" i że ma się nie bać.
Podczas zabiegu się leży, więc leżała spokojniutko jak trusia, trzymajac mnie za rękę. Oprócz samego uzdrowiciela pracowało nad mała swóch jego pomocników.
Ponieważ była taka możliwosć, poddalismy Króliczka dwóm zabiegom. Potem okazało się, że następnego dnia uzdrowiciel także przyjmuje, więc zapisalismy się, i postanowilismy przencowac w okolicy, skadinad bardzo ładnej.
Znalezlismy zajazd dosć podły, jesli chodzi o warunki, ale jedyny w pobliżu i za to nad samym brzegiem jeziora. Piękne widoczki. Pod wieczór się rozpadało, więc cały wieczór spędzilismy w trójkę przed wielka szyba w holu, przez która podziwialismy wzburzona wodę.
Dzis rano Iga na dzien doberek zwymiotowała sniadanko...
Asystent Lewandowskiego powiedział, że to może się dziać, podobnie jak goraczka czy pocenie się. Podobno w ten sposób organizm pozbywa się toksyn. Drugi raz zwymiotowała juz po wyjezdzie z miasteczka, musielismy ja szyyyybciutko wyciagac z samochodu...
Poddalismy ja dzis kolejnym dwóm zabiegom i postanowilismy pojechac do niego znowu, jak tylko będzie go można złapać w Kłodzku czy Legnicy, gdzie mamy bliżej. A jeżeli się okaże, że cos drgnęło w dobra stronę, jesli chodzi o wyniki małej, to będziemy za nim jezdzić, gdzie się da, a także jezdzic do Piramidy, bo tak naprawde trudno będzie okreslic co na nia najlepiej działa.
Jedno jest pewne- Iga dużo lepiej znosi teraz stan po podaniu chemii niż poprzednim razem. Ma dobry, jak na nia, apetyt, ma swietny humor i dużo więcej energii. Nie jest tak agresywna, grzyb, póki co (odpukać), nie daje jej sie we znaki.
Ja tez poddałam się przy okazji zabiegowi pana Lewandowskiego. Za tydzień mam operację kolana, pewnie zrobia mi wszystkie wyniki, na własnej skórze przekonam sie wtedy, czy cos drgnęło (chociazby koszmarkowate ostatnio OB).
Zreszta Igusie też czeka seria badań kontrolnych.
Jedno jest pewne- będziemy próbowali także tych metod, których medycyna nie uznaje za sensowne...
Podobno zreszta pan Lewandowski w ramach eksperymentu, kilkanascie lat temu zajmował sie chorymi na raka w stadium terminalnym we wrocławskim szpitalu przy pl Hirszfelda. Podobno wyniki miał zaskakujaco dobre.
Co by nie mówić, facet wzbudził moje zaufanie. Będac z Iga, trochę, spod oka, poobserwowałam go, jak pracuje. Nie da sie tego porównac z tymi bioenergoterapeutami, których dotad spotkalismy. Jest bardzo skupiony.
A swoja droga, okazało się, że za taka usługę jak dzis, spokojnie możemy uzyskac fakturę. Ciekawi nas tylko, czy fundacja będzie takie faktury honorować. Niestety, tego typu usługi nie sa tanie.
Jesli bedziemy mieli problemy z uzyskaniem zwrotu takiej faktury (a przecież chcemy by tego typu leczenia Iga też miała jak najwięcej), to chyba pójdziemy na wojnę z fundacja...
Bo przecież to sa pieniadze dla Igi, na jej leczenie, wpłacane przez WAS.
I nikt prócz nas nie ma prawa decydować, opłacanie których metod zrefundować, a których nie. Bo jestesmy w sytuacji, w której lekarze rozłozyli rece...
No ale na razie jeszcze sie nie denerwujemy, bo byc moze to sie da jakos przepchnac w fundacji, to sa bardzo w porzadku ludzie.
A jesli chodzi o rodzine Łasków jako taka, to zupełnie przypadkiem spędziła jeden dzień matrixa poza domem, na brzegu jeziora. Nieważne, że pogoda była do bani. Ważne, że nam było wszystkim dobrze razem, w oderwaniu od rzeczywistosci.
Pozdrawiam.
Basia
Dodala: Basia mama Igi, dnia 21.05.2006, 23:51 komentarze [28]


piatek, 19.05.2006
Dzień dobry wszystkim.
Jestesmy po badaniach, na szczęscie nie musielismy zostawać w szpitalu. Nie chcieli nas tam...
Okazało się, że wyniki spadły, ale nie drastycznie. Trzeba było przetoczyć płytki, trwało to do około 17 a potem moglismy pojechać sobie do domku.
Mała pobawiła sie w szpitalu klockami i na komputerze, ale ponieważ o 17 oddział dzienny był już pusty, więc stwierdziła, że w szpitalu jej sie nudzi.
Teraz jest w domku, wypluskała sie w wannie jak nigdy (broviak zawinięty w worek i rękawicę chirurgiczna) i oglada "Troskliwe Misie", które jej przyniosłam z miasta.
Jutro wybieramy sie do Zbaszynia w lubuskiem, gdzie przyjmuje kolejny uzdrowiciel z naszej "listy", Andrzej Lewandowski.
Facet mieszka w Polanicy, a żeby się z nim spotkać musimy jechac taki szmat drogi...
Ale podobno jest skuteczny.
Cóz, nic innego nam nie pozostaje, jak tylko jezdzić po Polsce i odwiedzać kolejnych uzdrowicieli, skoro medycyna konwencjonalna rozkłada ręce...
Najważniejsze, że Iga jest w niezłym humorze i że nie musielismy zostawać z nia w szpitalu.
Zdecydowanie znosi ta chemię lepiej niż poprzednia. Ostatnim razem na tym etapie była juz na dwóch antybiotykach i na lekach przeciwgrzybiczych.
Mamy nadzieję, że taka tendencja sie utrzyma.
Serdecznie pozdrawiamy wszystkich, którzy trzymaja za Igę kciuki.
Brygada BIK
Dodala: Basia mama Igi, dnia 19.05.2006, 22:01 komentarze [21]


czwartek, 18.05.2006
Witam wszystkich.
Znów sie wczoraj obijałam, i nie pisałam, ale miałam konkretny powód.
Dostalismy Igiełkę do domu!!!!
Rano podczas obchodu pani doktor obiecała małej, że jesli tylko będzie miała dobre wyniki, to wypisza nas do domu jak tylko skapie chemia.
Wyniki co prawda poleciały troche w dół, co przy chemii jest nieuniknione (płytki o 20 tys), ale wszystko wygladało na tyle względnie, że jak tylko odpięto mała od kroplówki (ok. 18), to moglismy spakować graty i brykać do chaty.
Trochę się obawiamy, że one beda nadal się pogarszać (wyniki) bo aplazja nigdy nie przychodzi tak od razu, ale przecież mieszkamy tylko 3 km od szpitala, wiec zawsze można podjechać, gdyby cos się działo. Zreszta dla Igusi domek zawsze był najlepsiejszym lekarstwem na wszystko.
Wczoraj wieczorkiem trochę sie jeszcze pobawiła, dzis wstała przed 10 w swietnym humorze.
Nie bardzo miała ochotę wyjsć na spacer, mówi, że jest trochę słaba, ale trudno sie dziwić po całym tym padkudztwie, które w nia wlano.
Za to bardzo ładnie bawiła się w domku.
A apetyt... patrzę i oczom nie wierzę. Tylko dzis zjadła cały garnek rosołu, 2 miseczki ziemniaków z gulaszem, 3 bakusie plus jeszcze oczyscie słodycze...
Ostatnio na tym etapie nie jadła już prawie nic.
Może naprawdę działa to noni? Mam nadzieję, bo jesli to kolejny złoty srodek na wszystko czyli na nic, to w takim razie troche za drogo kosztuje...
W każdym razie jutro będziemy troche więcej wiedzieć na temat tego jak Iga przechodzi to wszystko, bo czeka ja kontrolna morfologia w szpitalu.
Jesli wszystko będzie w miarę ok, to mamy spokój, następna w poniedziałek.
Za jakies 10 dni do 2 tygodni (chemia musi swoje wczesniej zrobić) czeka nas seria badań sprawdzajacych odpowiedz organizmu na chemię- usg, tomografia, scyntygrafia kosci i MIBG w Warszawce, no i oczywiscie punkcja szpiku- materiał będzie pobierany z 4 miejsc.
Z Krzysiowej rozmowy z lekarzem w zeszłym tygodniu wynikało, że po ocenie odpowiedzi na chemię, jesli będzie ona niewystarczajaca, może nas czekac kolejna chemia...
Póki co, cieszymy się, że nasze małe szczęscie jest w domku.
A my sami, póki mamy nasza kochana babcię Anię u siebie, to urwalismy się jak pieski z łańcucha, na pół dnia na zakupy. Jak tacy zwykli ludzie...
Już zapomniałam, jak zyja i co robia zwykli ludzie...
Można powiedzieć, żę urzadzilismy sobie wycieczkę do matrixa... Fajnie było )
Pozdrawiam.
Basia Łasia
Dodala: Basia mama Igi, dnia 18.05.2006, 23:31 komentarze [30]


wtorek,16.05.2006
Czesć Przyjaciele.
Jak zwykle, kiedy Igiełka jest w szpitalu, powracam do swojego nocnego od niej wracania, i nocnego o niej pisania...
Wczoraj, jak juz wspominałam, odwiedziły Maleństwo panie z fundacji "Mam marzenie". I zgadnijcie, co było głównym marzeniem Igusi obok wyjazdu nad morze i posiadania prawdziwego konika?...
"Żeby TATUS nie musiał tyle pracować i żeby był ze mna cały czas. I jeslibym miała jechać nad morze, to razem z mama i tata..."
No cóz... Rzeczywiscie mała miała ostatnio mało taty (ostatnio- czyli przed wznowa) a teraz przebywa z nim mnóstwo czasu i to jej się bardzo podoba. Dlatego może tak się ciagle upewnia, że jesli wyjazd, to z obojgiem rodziców, bo ostatno ciagle jezdziła tylko z mama, a daddy był w rozjazdach.
Rzeczywiscie, gdyby ktos mogł spełnić bez ograniczeń dziecięce marzenia, to u nas byłoby to marzenie pod tytułem "tata na codzień, bez limitu czasowego" .
Tego, niestety, nie moga spełnić panie z fundacji...
Ale ważne jest, że póki co dziewczynka spędza z tatusiem dużo czasu, bo zakład pracy udzielił mu długiego urlopu... Dziękujemy. Bardzo, bardzo.
Dzis nadal kapie chemia 48-godzinna, która kapać ma do jutra do 18. Zaczynaja się bóle w buzi, choć lekarze twierdza, że nie widać tam żadnych zmian grzybiczych.
Iga w dosć dobrym humorze. Dużo gwizda... Bo zapomniałam Wam napisać, że ostatnio sama nauczyła się gwizdać (nie mam pojęcia jak, ja nie umiem).
Dużo gramy balonikiem, trochę rysujemy, dużo rozmawiamy (rozmowa z nasza Myszka to przyjemnosć). A to wszystko dzięki temu, że w pokoju szpitalnym, w którym Iga przebywa, nie działa łacze internetowe, i nie ma dostępu do internetu.
W zwiazku z powyższym dziecko zapomina o tym, że komputer jest cool i po prostu coraz więcej czasu poswięca na zwykła zabawę...
Jak na razie wyniki mamy niezłe.
Dzis Krzys rozmawiał z naszym ulubionym panem doktorem Markiem U. Doktor powiedział mu, że chemia która teraz mała dostaje, jest dosć kaprysna- albo swietnie działa na dziecko, albo mu w ogóle nie pomaga... Jesli tak się stanie, bedziemy musieli wywalczyć podawanie chemii innego rodzaju (jako weterani wiemy nawet jakiego), a przede wszystkim nie stracić wiary...
Na razie wierzymy, że pomoże jej to, co teraz jej podaja...
Po bieżacym cyklu chemioterapii ocena odpowiedzi na leczenie. Trzymajcie kciuki.
A teraz idę spac, bo jesli tylko moje cholerne stawy pozwola mi wywlec sie rano z łóżka, to chcę razem z Krzysiem pojechać do Sobótki, pomodlić się za mała u zakonnicy, o której już kilka razy pisałam.
Pozdrowienia od rodzinki Łasków dla wszystkich, którzy dobrze życza Igusi.
Dobranoc.
Dodala: Basia mama Igi, dnia 17.05.2006, 01:53 komentarze [28]



<< 6 z 9 >>

Powered by PsNews